Kochani, to jak? Gotowi na porcję zdjęć z Chorzowa? 😍
Wróciłam z SLAVNI – konwentu kultury rodzimej z przekonaniem, że zamiast tylko opowiadać Wam o sposobach radzenia sobie z zarazą, powinnam stosować je skrupulatniej. W każdym razie dziękuję, że doceniliście nie tylko moje zaangażowanie dotyczące szukania źródeł, ale też osobiste poświęcenie w walce z infekcjami. Żyję, choć głos straciłam, ale moru się nie obawiam. Medycyna ludowa w połączeniu z antybiotykami w końcu poradzi sobie z ropuchą, która siedzi w moim wnętrzu i ściska mnie między innymi za gardło.
Ale od początku. Pierwszy raz miałam przyjemność pojawić się w Górnośląskim Parku Etnograficznym w Chorzowie i chyba nikt, kto mnie choć trochę zna, nie będzie zaskoczony, że miejsce mnie zachwyciło. Niestety nie byłam na siłach, by wziąć udział w wielu atrakcjach, które zapewnili organizatorzy konwentu, czego bardzo żałuję, ale za to przeżyłam fantastyczne chwile z Olą i Mateuszem z Wydawnictwo Replika, a także z Wami – Czytelnikami moich książek. Dziękuję za odwiedziny na stoisku, za wykupienie wszystkich „Płachytek” w ciągu bodajże czterech godzin od rozpoczęcia konwentu, za tak liczną obecność w Czerwonym Spichlerzu podczas prelekcji, za wszystkie pytania, rozmowy, uściski. Mam nadzieję, że zaraziłam Was jedynie pasją zgłębiania wiedzy na temat sposobów rozpoznawania zarazy i chronienia się przed nią.
W tym miejscu chciałabym podziękować również Adamowi Ćwiklakowi za pomoc w zebraniu części materiałów, którymi mogłam podzielić się z Wami podczas wystąpienia.
Tymczasem wracam do zgłębiania tematyki procesów o czary. Podobno będę miała okazję Wam jeszcze o nich opowiedzieć 🧙. Info wkrótce.